Wywiad z kapitanem DOLCA JENNY – Piotr Krawczyszyn

Udaliśmy się na SV DOLCA JENNY aby porozmawiać z kapitanem na temat rejsu.

Jak zaczęła się Państwa przygoda z morzem?

Nie będę się wypowiadał za żonę, o sobie lepiej niech ona powie (śmiech). A moja przygoda zaczęła się w 82′ roku, a właściwie to w 83′ pierwszy raz popłynąłem. Pochodzę z Dolnego Śląska, a kolega budował tam jacht, dokładnie jest to miejscowość Świdnica między Wałbrzychem, a Wrocławiem. Budował tam jacht typu Ursa 3,5m, my jako 3 kolegów, jak to na podwórku (śmiech) chodziliśmy do starszego kolegi pomagać coś robić. W ramach odwdzięczenia się za to zabrał nas w rejs, bo jakimś cudem jacht ten musiał się znaleźć na Pomorzu, więc spłynęliśmy Odrą, a później popływaliśmy jeszcze po Zalewie Szczecińskim i na koniec do Świnoujścia, pamiętam do Czterech Wiatrów. Stamtąd wróciliśmy.

Co mógłby Pan powiedzieć o rejsie?

Bardzo fajna przygoda, poznaliśmy wielu ludzi, z wielu środowisk którzy pływali po morzach oraz takich którzy pływali, również po morzach ale bardziej turystycznie – Chorwacja, Grecja. Stwierdzili, że to inny poziom, wyższy stopień trudności. Wszystko było w porządku, jeżeli chodzi o ludzi, a sprzęt, jak to stary sprzęt psuł się. Naprawialiśmy wszystko na bieżąco. Dopłynęliśmy pomimo wcześniejszych opóźnień, właściwie o czasie.

Nie lepiej zwiedzać świat zza szyby samochodu?

Wydaje mi się, że to możliwość poznania ludzi, ponieważ nie pływa się samemu, pewnie też adrenalina, no i spokój, przyroda rzecz jasna.

Czy były jakieś ekstremalne, niebezpieczne sytuacje podczas rejsu?

Tak, płynęliśmy we mgle i to w nocy. Na wysokości Holandii i ujścia Elby. Właściwie, hmmm, płynęliśmy tylko na AIS’a i GPS’a, to znaczy na program nawigacyjny i AIS’a, bo inaczej się nie dało, nic nie było widać. Całą dobę. Podjęta została decyzja, że nie wchodzimy do Elby, nawet gdybym dopłynął do Kugshafen to i tak bym do portu nie wszedł. Nie było szans, mgła i noc to straszne połączenie. Dryfowaliśmy przy ujściu Elby przez całą noc. Na szczęście mamy zaufanych meteorologów którzy powiedzieli, że o 0500 przejdzie. No i rzeczywiście plus-minus dziesięć minut i zeszło.

Czy kiedykolwiek brał Pan udział w regatach?

Tak, oczywiście, ale raczej nie były wygrane (śmiech). Zawsze mieliśmy stary sprzęt. Braliśmy kiedyś udział w regatach, DZ-ą które wyremontowało nasze stowarzyszenie „Świdnicki Klub Żeglarski Qubryg”, drewnianą, całą w machoniu.

Dziękuję serdecznie za udzielenie wywiadu,
Mateusz Olchawski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *